Alkoholik/narkoman poprzez stałe manipulowanie swoimi uczuciami traci zdolność odczuwania. Często trudno mu jest określić, co czuje, natomiast może pojawiać się skłonność do „uciekania” od uczuć np. poprzez picie czy branie. Takie zachowania wzmacniają odcięcie się od uczuć. W pewnym momencie, uzależniony może rozpoznawać tylko silne zmiany nastroju, uczucia o średnim bądź słabym natężeniu nie są zauważane (przez co np. drobne napięcia rosną do rangi wielkich problemów, gdyż dopiero gdy nazbiera się tego sporo, uzależniony może uświadomić sobie przeżywane napięcie). Takie ”kumulowanie się uczuć” łatwo może zamienić się w głód alkoholu/narkotyku.
Uzależniony z czasem traci zdolność do przeżywania radości. Wydarzenia, które dla innych mogłyby wiązać się z przeżywaniem radości, uzależniony tak nie przeżywa, np. wyjeżdża z rodziną na spacer za miasto, lecz nie stanowi to dla niego powodu do przeżywania zadowolenia. Dopiero gdy się napije alkoholu, zażyje narkotyk, może zacząć odczuwać radość. Same więc pozytywne wydarzenia nie wywołują u niego stanów radości. Natomiast to, co uzależniony odbiera jako radość po napiciu się/zażyciu, nie jest radością a jedynie doznaniem ulgi.
Uzależnienie to choroba izolacji. Ktoś zamiast szukać kontaktu z innymi, zamyka się w sobie. Szczególnie wtedy, gdy jest mu taki kontakt potrzebny – w momentach smutku, przygnębienia. W takich chwilach alkoholik/narkoman ucieka od tych uczuć poprzez picie/branie, zamykanie się w sobie, często zmienia gwałtownie nastrój np. w złość czy przesadną „wesołkowatość” żeby uciec od tych stanów, lecz to tylko pogłębia jego izolację. Inni ludzie mogą czuć się źle w kontakcie z osobą, która często i w silny sposób popada raz w złość, raz w smutek, raz w euforię, w przygnębienie. Nie wiedzą po prostu, czego mogą się za chwilę spodziewać po tej osobie. W pewnym momencie, trzeba jednak poprosić o pomoc – dla wielu osób może to być jednak trudne, gdyż nie potrafią wyjść z izolacji. Wolą utrzymywać złudzenie, że poradzą sobie sami – lecz jest to tylko wzmocnieniem mechanizmów choroby i jeszcze większym popadnięciem w izolację.
Silne zmiany nastroju są bezpośrednio związane z piciem/zażywaniem. Ktoś przeżywa smutek, pije/zażywa – nastrój wychyla się w stronę euforii, by po zaprzestaniu picia/brania, na kacu przeżywać poczucie winy, wstyd, złość. Tak silnego rozchwiania uczuć nie można wyhamować w kilka tygodni czy nawet miesięcy. Jest to długa droga na lata. Uzależniony po zaprzestaniu picia wciąż może doświadczać silnych wahań nastrojów – co więcej, może być przekonany, że właśnie wtedy, gdy zmiany są szczególnie intensywne, czuje że żyje. Jedni mogą wpaść więc w romantyczne związki (tu kultura lansuje model pełnego nagłych zwrotów związku nazywając go romantycznym), inni podejmować ryzykowne zachowania – np. szybka jazda, niebezpieczne sporty czy jeszcze inaczej – wciąż zachowując się wobec innych w sposób nieprzewidywalny, gwałtownie wybuchając różnymi uczuciami. Uzależniony może doświadczać silnego poczucia nudy, które jest związane z napięciem ( „jakbym coś chciał, ale nie wiadomo co”, „coś mnie nosi”), w tym czasie ktoś bardziej przypomina bombę zegarową niż spokojnego człowieka. Odkłada coraz więcej spraw na później, a gdy się one kumulują wybucha poszukując winnych swoich niepowodzeń. Dochodzi do tego monotonia życia na trzeźwo – coś, czego uzależniony się nie spodziewał. Nietrzeźwe życie było pieskie, ale przynajmniej bogate w wahania uczuć. Teraz, uzależnionego zalewa szarość życia. Dlaczego? Wciąż ma trudności z doświadczaniem bliskości z innymi ludźmi, nie obdarza innych zaufaniem, nie dociera do swoich prawdziwych uczuć. Tak naprawdę, wiele pozytywnych wydarzeń w życiu może mieć miejsce, lecz taki człowiek nie odnajduje w nich źródła uczuć. Dalej dominuje apatia i bierność. Dlatego podjęcie jedynie abstynencji bez terapii i dalszego procesu zdrowienia może stać się bardzo uciążliwe dla samego uzależnionego i jego najbliższego otoczenia.